w końcu do mnie dotarł i zostawił prezencik dla Majusi
literki miały być pomarańczowe, ale wyszły strasznie smutne, a Maja to chyba najradośniejsze dziecko świata i mogłaby być zawiedziona ;)
i kolejna partia nieśmiertelnych misiaków.
nie wiem, co one w sobie mają, chyba po prostu rozbrajają głupotą :)
znowu karuzela. i misie
tym razem mały problem z mocowaniem, na kółkach tak szalały, że zaplątywały się sznurki, a na krzyżaku trudno było odczytać imię. najlepsze okazały się 3 listewki.
mam nadzieję, że ci nowi koledzy spodobają się Konradowi :)
niedługo coś bardziej świątecznego :)
a już w najbliższą sobotę zapraszam na mini warsztaty do